Monday, 20 July 2009

Praktycznie koniec zajęć, początek problemów

Hej,

Oczywiście zeszło mi znacznie dłużej niż planowałem aby zrobić ten update. Ewidentnie nie nadaje się do prowadzenia bloga. No ale wyjazd dobiega już powoli końca. Na podsumowania pewnie przyjdzie jeszcze czas.

We wtorek sprytnie wyciągnięto mnie na imprezę. Generalnie moje życie studenckie nabrało zdecydowanego rozpędu ;) We wtorek było fajnie. Standardowo rzekłbym, czyli dużo piwa, sporo jedzenia i sporo sake (bardzo polubiłem swoją drogą, idealnie mi się komponuje z japońskim jedzeniem. I to zarówno na zimno jak i na ciepło).

Potem kolejne wyjście w czwartek, tym razem z profesorem szwagra i dwoma doktorami. Jeden z Wietnamu, bruki z Birmy (tak wiem, nie ma takiego kraju, no dobrze był z Myanmaru). Bardzo fajny wieczór. Chociaż panowie lekarze z Azji Południowo Wschodniej zdecydowanie nie dali sobie rady z ilością alkoholu ;)

W weekend wybraliśmy zostaliśmy zaproszenia do olbrzymiego kompleksu sportowego w okolicy Chiby. W ośrodku tym zatrzymują się zazwyczaj drużyny narodowe, między innymi USA (reprezentacja USA stacjonowała tam w trakcie olimpiady w Seulu). Generalnie wypas. Ale musiałem poświęcić trochę czasu na naukę chińskiego, więc nie bardzo to wyszło tak jak bym chciał. Zdjęcie ciekawostka: sprzęt do domowego karaoke z lat 80'tych:



Założyłem na picassie katalog gdzie będę wrzucał zdjęcia trochę innego Tokyo,
tutaj próbka:



p.s. Jutro przyjeżdżają Justyna i Mart :)

Friday, 3 July 2009

Aktualności

Hej, nazbierało się trochę rzeczy więc po kolei.
Pojechałem na kilka dni do prefektury Shimane, zobaczyć między innymi zamek Matsue, chram Izumo oraz górę Daisen. Zostałem zaproszony, więc nie musiałem się w ogóle martwić o sprawy finansowe :) Wyprawa była świetna, warto turystycznie się tam wybrać.
Wrzuciłem sporo zdjęć: http://picasaweb.google.com/pletnia

Tydzień później byłem na Kabuki. Fajne fajne, ale wole No. Aha, no i rzekoma spontaniczność publiczności na Kabuki to jakiś żart. W ściśle określonych (mie) momentach biją brawo zamiast czekać do końca sztuki. Taaa... No ale byłem w Kabukizie, więc dodatkowe wrażenia z racji tego, że już niedługo mają wyburzyć ten teatr. Jutro idę jeszcze raz na Kubuki, tym razem do teatru narodowego, w ramach wyjścia z uczelni.

Byłem na kilku wyjściach ze znajomymi ze studiów. Towarzystwo mieszane, japońsko zagraniczne. Japończycy wlewają w siebie bardzo szybko i bez oporów. No ale potem tracą przytomność. Generalnie fajne te wyjścia :) Powinni coś takiego u nas wprowadzić, że idziesz do restauracji, płacisz określoną kwotę i masz jedzenie i alkohol przez dwie godziny :) Chociaż pewnie polskie knajpy by zbankrutowały.

Jakieś problemy pojawiają się na UJ w mojej katedrze. Generalnie nie chce mi się w to wnikać, i mam nadzieje, że wszystko się dobrze ułoży. Ale generalnie żal. Nie mam tak naprawdę żadnego wsparcia ze strony katedry, więc mogliby przynajmniej minimalnie pójść mi na rękę. Ech..

Następny update będzie szybciej!

Sunday, 14 June 2009

Coś z zupełnie innej beczki - japońscy nacjonaliści

Dzisiaj chodziłem sobie po Shibuyi i zayważyłem zawsze zabawny widok, czyli japońskich nacjonalizmów. Niestety nie miałem aparatu, ale udało mi się zrobić kilka zdjęć telefonem. Zabawni są ci kolesie, a jeszcze bardziej zabawny jest rząd i władze japońskie, które sobie tak na to pozwalają, a w zasadzie częściowo ich wspierają.

Kilka zdjęć:









Saturday, 6 June 2009

Integracja - lepiej późno niż wcale

W piątek poszedłem ze znajomymi studentami na imprezę. W zasadzie poszliśmy coś zjeść no i przy okazji coś wypić. Ponarzekaliśmy też generalnie na Japończyków i tym podobne sprawy. Wybraliśmy koreański grill z opcją tabehodai i nomihodai, co znaczy po prostu, że płaci się odpowiednią kwotę z góry i następnie przez 2 godziny (czasem krócej, czasem dłużej) je się i pije do woli. Bardzo fajne i przy polskim spuście (zarówno jeśli chodzi o jedzenie i picie - myślę o tobie Mart jeśli to czytasz ;) wychodzi to bardzo przyzwoicie finansowo. Wieczór się odrobinę przedłużył, bo zaprosili mnie do swojego akademika, a ja oczywiście nie odmówiłem. Tam dołączył do nas japoński student. Jako, że uciekł mi pociąg to wracałem pierwszym rano. Ogólnie bardzo fajny wieczór, ale muszę przyznać, że odczuwałem pewną presję. Wchodzi się do nowego środowiska i człowiek chce się zaprezentować jak najlepiej. Co między innymi oznacza nie odmawianie jak cie częstują ;) W dodatku jak się okazało, ich poprzedni kontakt z Polakami nie był szczególnie udany, więc musiałem nadrobić za rodaków ;) Jak mówiłem, było bardzo fajnie :)

Swoją drogą nie jesteśmy szczególnie dobrze postrzegani jako naród przez innych europejczyków, czy ogólnie mieszkańców Zachodu (bo Japończycy nie mają absolutnie żadnego stereotypu o Polakach, po prostu nie wiedzą absolutnie nic. Co też ma swoje plusy.) Jest jednak sporo negatywnych stereotypów funkcjonujących o Polakach, czy słusznych to nie ma żadnego znaczenia. Tak mi się nasunęło.

W zasadzie połowa wyjazdu już za mną. Uczucia mam dość mieszane. Generalnie większość rzeczy, które sobie jakoś zaplanowałem nie bardzo wyszła i to nie z mojej winy. Ale nie bardzo mogłem coś na to poradzić. Z drugiej strony jest to wszystko bardzo fajne doświadczenie i ogólnie nieźle mi się tu żyje ;) Więc koniec końców wszystko wychodzi na plus ;)

Friday, 29 May 2009

Kolacja

Uhm...





p.s. Przepraszam za słabą jakość zdjęć, ale robiłem je telefonem i w stresie czy to coś z talerza nie skoczy mi zaraz na twarz ;)

Wednesday, 27 May 2009

Koncert

Dzisiaj też update, dla odmiany ;) Ale krótki, i bez żadnych dodatkowych atrakcji. Byliśmy w Nakano (tam gdzie Justyna z Martem będą mieszkań) na koncercie orkiestry, złożonej z amatorów. Dziwnie brzmi słowo amator, biorąc pod uwagę, że grali jak ta lala. No ale amatorzy w tym sensie, że nie robią tego zawodowo. Przykładowo dyrygent (który nawiasem mówiąc załatwił nam bilety) pracuje w laboratorium uniwersytetu Juntendo jako naukowiec. A w wolnym czasie jest dyrygentem ;) Było bardzo fajnie generalnie.

W piątek wygląda na to, że szykuje nam się poważne wyjście z siostrą i szwagrem. Profesor szwagra, zaprosił nas na kolacje. Sądząc po tym jak było ostatnim razem, szykuje się straszny wypas ;) Zobaczymy, ale nie będę ukrywał, że smacznego żarcia nigdy za mało ;)

p.s. Po namyśle, natchniony jednym z ostatnich płytowych zakupów:



Flipper still rules, ok?

Tuesday, 26 May 2009

Co nowego

Zanim przejdę do bablaniny, konkrety.

Generalnie przez ostatnie dwa tygodnie nic szczególnie ciekawego się nie wydarzały. W niedziele byliśmy w ramach zajęć w teatrze No. Teatr No jest zajebisty, wrażenia takie same jak z wizyty rok temu. Nikt nie wie o co chodzi, ale to zupełnie nie ma znaczeniu. Dużo ważniejsza od samego tekstu sztuki jest warstwa symboliczna. Ale nie mając bladego pojęcia o co chodzi można i tak spędzić bardzo przyjemnie czas. Dla ciekawskich:



Sam zdjęć nie mogłem zrobić tym razem, więc to musi wystarczyć.

Po każdym właściwym No następuje Kyogen. Kyogen jak dla mnie obsysa trochę. Ja wiem, że ma to być dużo lżejsze, zabawa itp. Ale brakuje mi tego ciężaru gatunkowego, który ma No.
Oprócz mnie, chyba niewielu osobom się podobało. Jestem w stanie to zrozumieć. Sztuka toczy się wyjątkowo powoli, a w dodatku praktycznie cały czas słychać flet, który delikatnie rzecz ujmując może denerwować.

Potem poszliśmy w kilka osób na karaoke. Jako, że był środek dnia, to wyszło bardzo tanio. W dodatku nic nie piliśmy. To chyba pierwszy raz ever kiedy byłem na karaoke tak zupełnie bez niczego. W zasadzie też było fajnie ;) Ale kilka piw by nikomu nie zaszkodziło ;)

Oprócz tego w normie generalnie. Praca się pisze, a w zasadzie się kończy. Nauka języka powoli i raczej nie do celu. Chociaż mam teraz prywatne zajęcia dwa razy w tygodniu z moim opiekunem (każdy student zagraniczny ma tutaj takiego). Więc na pewno idzie to we właściwym kierunku.

p.s. całkiem nieźle idzie mi gra na japońskim flecie, generalnie prowadzący mnie chwali ;)

Sunday, 10 May 2009

Kanda Matsuri 神田祭

Ominęły mnie co prawda Juwenalia w Polsce, ale wybrałem się w ramach zajęć na festiwal, odbywający się w świątyni Kanda. To w sumie niedaleko mnie, więc nie musiałem zapieprzać, przez całe miasto. Fajnie mieć w końcu gdzieś blisko ;)

Sam festiwal bardzo fajny, chociaż odnoszę wrażenie, że jak widziało się jeden to tak jakby widziało się wszystkie ;) Obyło się z mojej strony bez ekscesów. Wypiłem sobie małe sake i małe piwo i tyle. Więc po kilku godzinach było po wszystkim. Zdjęcia do obejrzenia jak zwykle na picasie, a tutaj mała próbka:







Właśnie skończył się golden week, czyli praktycznie jedyny wolny tydzień jaki tutaj mają. Oznacza to powrót na uczelnie. W porządku. Uczelnia nie jest tutaj taka straszna. Tak jak pisałem,te zajęcia są strasznie lajtowe, tu jakiś film, tu coś. Ale w sumie dochodzę do wniosku, że chyba taki system ma odrobinę więcej sensu, niż kucie preferowane w Polsce.

Wczoraj nie mogłem spać. Pogadałem z Justyna na skypie, położyłem się i cholerny komar mi bzyczał nad głową przez następne dwie godziny albo i lepiej. Próbowałem go zabić wielokrotnie, ale uciekał skurczybyk. W końcu włożyłem do uszy słuchawki by nie słyszeć jego bzyczenia. Pomogło, ale jestem cały pogryziony.

Jak wyglądają u mnie postępy naukowe? Praca magisterska ma się dobrze. Dzisiaj jest jeden z nielicznych dni, gdzie robię sobie przerwę od pisania, ale tak to wszystko idzie bardzo sprawni. Jeśli chodzi o japoński to bez rewelacji. Coś będę w stanie powiedzieć po powrocie, ale raczej bez szaleństwa. Padłem ofiarą charakterystycznej dla japońskiej edukacji tendencji do równania w dół. Tak powiem.

To chyba tyle tym razem. Dajcie znać czy teraz jest już czytelne, czy dalej mam coś kombinować z tapetą ;)

Sunday, 3 May 2009

Update - najwyższa pora

Strasznie długo mi zeszło, żeby napisać kolejny update. Po prostu z lenistwa. Nie mogłem się zupełnie zebrać do tego. Myślałem sobie za każdym razem, że przecież zajmie mi to kilka minut, więc czemu tego nie zrobię? No ale jak przychodziło co do czego to się nie mogłem zmusić.

Wygląda na to, że w końcu mi się udało przełamać. Oby następny post był szybciej niż za miesiąc. Myślę,że jest spora szansa, że będzie w następną niedziele. Wybieram się na kolejny festiwal, tym razem w ramach studiów, więc jest szansa, że wtedy napiszę.

Dochodzą mnie głosy o tym, że blog jest nieczytelny. Postaram się coś zrobić z tłem. Jeszcze nie wiem za bardzo co, ale coś wymyśle by było lepiej. Chwilowo (ten wpis) zostaje jeszcze tak jak jest.

Uczelnia. Nic ciekawego generalnie. Chodzę na te zajęcia, takie tam lanie wody. Nic konkretnego. Czasami coś ciekawego za to, więc koniec końców wychodzi to na plus. Judo i Shakuhachi to zajęcia z gatunku tych zabawnych. Chociaż Shakuhachi jest raczej frustrujące. Prowadzący jakby nie zauważa, że 3/4 klasy nie jest w stanie wydać podstawowego dźwięku a już chce byśmy grali jakąś piosenkę dla dzieci. No ale to ten sam człowiek, który nie zauważył, że mieszkańcy Hong Kongu nie do końca chcą być nazywani mieszkańcami Chin ;) (to była przekomiczna wymiana zdań ;))

Judo? Póki co uczymy się padać. Nie żartuje. Kolejne zajęcia ćwiczymy jak upaść na mate by się nie uszkodzić. Dupa mnie boli strasznie, ale oprócz tego innych obrażeń brak ;) Kolejne absurdalne zajęcia.

Zajęcia z japońskiego kina są śmieszne ;) Najfajniejszy do tej pory był film z lat 50, który w dodatku był bez angielskich napisów. Nie muszę dodawać, że nie wiele zrozumiałem z dialogów ;) Ale z całego filmu sporo. Fantastyczna scena w środku będąca żywcem wyjęta z teatru Noh. Dobre. No i oglądaliśmy azjatycki hit pt. "Love letter" (czyli po japoński "Rowe rettel" ;). Jego pokaz poprzedziła wymiana zdań między mną a kolegą z Niemiec, którzy zapytał się: "O czym będzie ten film?" Na co usłyszał ode mnie odpowiedź: "Film nazywa się Love Letter, czego się spodziewasz?".

Inne zajęcia są miłe. Nie chce mi się jakoś szczególnie rozwodzić nad nimi. Jest jedna rzecz, która mnie intryguje za to. Większość studentów tutaj to studenci filologii. No i okazuje się, że poza językiem japońskim, nie wiedzą w zasadzie nic o historii czy kulturze tego kraju. Dosyć jest to dla mnie dziwne, no ale co by nie mówić mają zdecydowaną przewagę nade mną bo mogą się swobodnie dogadać ;)

Dzisiaj byliśmy na Tsutsuji Matsuri. Lokalny festiwal w Sendagi. Całkiem sporo Japończyków się zjechało tutaj. Ogólnie było bardzo fajnie. Dużo jedzenia i trochę sake. Ale brak jakiś szczególnych przeżyć do opisywania ;) Jest galeria wrzucona na picasie, tu zamieszczę tylko kilka zdjęć







Friday, 10 April 2009

Uczelnia, zajęcia

Update po kilku dniowej przerwie. Byłem w tym tygodniu na uczelni kilka razy. Najpierw badania - nudy generalnie, wszyscy żółci. Seria idiotycznych pytań na które nie znałem odpowiedzi, wzrost, waga, rentgen.

Sama uczelnia, a w zasadzie kampus jest dość daleko ode mnie. Wpierw spacer pół godziny na kolejkę (mógłbym podjechać metrem, ale to kosztuje ;) a poza tym spacer jest zdrowy ;). Tak czy siak, najpierw półgodziny, potem 40 minut kolejką a na koniec spacerek 15 minut. W sumie ok. półtorej godziny w jedną stronę ;) Ale nie narzekam ;)

Środa to był z kolei dzień organizacyjny. Okazało się, że synonimem studenta zagranicznego jest Chińczyk. Niby fajnie (bo mógłbym potencjalnie coś poćwiczyć), ale oni się bardzo ze sobą trzymają. Highlightem było tłumaczenie, że studentowi nie godzi się pracować jako prostytutka i co zrobić w wypadku molestowania seksualnego na uczelni. Jest to generalnie w Japonii poważny problem jak się okazuje, a na uczelni i w metrze w szczególności.

Czwartek - Japanese Placement test - wiadomo ;)

No i koniec tygodnia w końcu. Test poszedł wiadomo jak, więc zostałem przypisany do grupy początkującej razem z kimś z USA, Francji i Chin (to ostatnie akurat dziwne, zazwyczaj ci Chińczycy, którzy tu przyjeżdżają mówią już po japońsku). Mała grupa, więc mam nadzieje, że nauka pójdzie sprawnie ;) Znając już godziny zajęć z języka mogłem się zapisać na kolejne przedmioty. Wygląda na to, że będę chodził na:
- Modern Japan Through Cinema
- History of Modern Japan, From 1945 to present
- Introduction to Japanese Music 1
- Introduction to Japanese Music 2: playing Shakuhachi
- Cross-cultural Ideas, Cross-cutural activities
- Contemporary Japanese Culture
- Judo ( ;))

Całkiem sporo, w zasadzie, żeby zaliczyć semestr w Polsce wystarczyły by mi dwa przedmioty, ale te mi się podobają.

Zbliżają się święta. Mamy pewne plany jak je obchodzić. W niedziele idziemy do nepalskiej knajpy, która jest na przeciwko. Nepalczyk jest kolejnym dowodem, że imperializm kulturowy to dobra rzecz. Mówi po angielsku ;)

Na koniec kilka zdjęć kampusu. Główny budynek wygląda jak więzienie, albo dekoracja z filmów sci-fi z przełomu lat 80/90 ;)









Saturday, 4 April 2009

Sakura Matsuri, ciąg dalszy ;)

W ostatni czwarte poszliśmy razem z siostrą, szwagrem i jego znajomymi z pracy pod wiśnie na małe świętowanie. Wygląda to tak,że wszyscy rozkładają się na trawnikach i jedzą i piją. W około są stragany z jedzeniem i z piwem (jeśli komuś mało). Pogoda trochę nie dopisała, bo było dosyć zimno, ale szybko przestało to komukolwiek przeszkadzać. Wygląda to wszystko mniej więcej tak:





Generalnie się pije ;) Wszystko ;)
Po siedzeniem pod wiśnią, udaliśmy się grupą na ramena ;) Mniam, mniam:



Na dniach wiśnie opadną i święto się skończy. Nie powiem, ładne te kwiaty ;)





W przyszłym tygodniu w końcu coś się ruszy z moimi studiami. Fajnie, bo w końcu przestane siedzieć tu w takim zawieszeniu.

Saturday, 28 March 2009

Sakura Matsuri czyli święto kwitnącej wiśni

Na przełomie marca i kwietnia w całe Japonii wszyscy dostają bzika na punkcie kwitnącej wiśni. Nie inaczej jest w tym roku. Wybrałem się pod chram Yasukuni, który jest bardzo znany z dwóch powodów: po pierwsze, bo bardzo pięknie kwitną tam wiśnie; po drugie jest poświęcony między innymi japońskim zbrodniarzom wojennym. O tym drugim może napiszę kiedyś coś więcej.

Pod świątynią jest totalne szaleństwo. Tłum ludzi, stragany z sake (osake;), piwem oraz przygotowywanym na bieżąco jedzeniem. Każdy trawnik jest zajęty przez młodych ludzi, którzy przychodzą w tym czasie aby się czegoś napić i porozmawiać. Szaleństwo. Wybieramy się na picie pod kwiatem wiśni w środę do Ueno ;) Może być całkiem fajnie.

Kilka zdjęć:







Soba

Wczoraj poszliśmy z siostrą i szwagrem do sobayi, czyli kanjpy specjalizującej się w robieniu i podawaniu soby. W trakcie mojego ostatniego pobytu byliśmy tam razem z cztery razy.

Soba wygląda tak:



Sama soba to ten makaron (gryczany). Ja i szwagier zamówiliśmy tenzaru soba, czyli oprócz makaronu mieliśmy też tempure (smażone na głębokim tłuszczu warzywa i krewetka). Pod wpływem szwagra poprosiłem podobnie jak i on o dużą porcje. No i dostałem tyle, że nie mogłem tego zjeść. W którymś momencie kucharz wyszedł zobaczyć jak mi idzie. Jak zobaczył jak się męczę to zaczął się zwijać ze śmiechu ;) Resztę dni mnie bolał brzuch ale pokazałem im, że jestem twardy ;) Czy coś ;) W ogóle miło, bo właściciele (kucharz i jego żona) kojarzyli mnie z zeszłych wakacji. Skojarzyli nawet, że miałem wtedy długie włosy. Miło.

Zrobiłem kilka dodatkowych zdjęć pokoju:









I jeszcze na dokładkę moje poranne śniadanie:

Friday, 27 March 2009

Dzień drugi - pierwsze zakupy

Dzisiaj dzień zakupowy. Wpierw ruszyliśmy w kierunku Harajuku w celu odnalezienia jednego z większych sklepów z gatunku "wszystko za 100 yenów". Sukces generalnie. Udało mi się kupić sporo rzeczy potrzebnych i kilka niepotrzebnych ;) świetne są te sklepy, jestem zdecydowanym fanem ;). Nie wszystko tam kupiłem, więc musiałem udać się do innych sklepów. Koniec końców, kupiłem to:



Co w sumie kosztowało mnie 7362 yeny. Ale duża część z tych rzeczy będzie do końca wyjazdu, np. garnek, czajnik, czarka, noże. A i jedzenie powinno na dłużej starczyć.

W Harajuku widzieliśmy też sklep z ubrankami dla piesków. Nawet nie chce mi się tego komentować;)



Tak, to pies w ubranku świnki ;)

Dowiedziałem się, że zajęcia zaczynają się dopiero 7. Mam trochę czasu aby się do wszystkiego przyzwyczaić. Jutro (dzisiaj w zasadzie) wybieramy się na sobe, więc jeszcze dzień wydatków. Od niedzieli zaczyna się ostre zaciskanie pasa.

Thursday, 26 March 2009

Dzień pierwszy

Lot minął bez najmniejszego problemu. W zasadzie było minimalnie lepiej niż ostatnio. Łagodniejsze starty i lądowania no i miałem własny monitorek w zagłówku;) Mogłem wybrać chyba z 17 filmów. No i zagrać w Ponga;) Generalnie jeśli ktoś ma możliwość wyboru to niech leci ANA a nie Lufthansą.

Przy okazji zrobiłem standardowo pierwsze zdjęcie:


Mieliśmy pójść z siostrą i szwagrem na ramen na dzień dobry. Ale wyszło tak, że poszliśmy do nepalskiej knajpy, która jest na przeciwko akademika. Jedzie bardzo zbliżone do indyjskiego (chociaż właściciel upiera się, że nie ;)). Do tego smaczne nepalskie piwka.

Mam strasznego jet laga,nie bardzo mogę spać. Podobno zazwyczaj trwa to kilka dni zanim dojdzie się do normalnego stanu.

Dzisiaj w planach wizyta w podobno jednym z największych sklepów z gatunku "wszystko za 100 yenów". Zobaczymy co tam mają.

Sunday, 15 March 2009

Pierwszy post

Rusza wersja polsko języczna bloga dedykowanego mojemu wyjazdowi do Japonii na pięć miesięcy. Mam zamiar opisywać tutaj moje zmagania z japońską uczelnią, z tym by żyć w Tokyo jak najtaniej, i z tym by nie zwariować. Na pewno będzie dużo o japońskiej kulturze i ogólnie o Japonii oczyma polskiego gaijina. Postaram się umieszczać jak najwięcej zdjęć. Póki co można oglądać zdjęcia, które zrobiłem w trakcie mojej poprzedniej wizyty w Japonii.

Zapraszam do śledzenia!