Sama uczelnia, a w zasadzie kampus jest dość daleko ode mnie. Wpierw spacer pół godziny na kolejkę (mógłbym podjechać metrem, ale to kosztuje ;) a poza tym spacer jest zdrowy ;). Tak czy siak, najpierw półgodziny, potem 40 minut kolejką a na koniec spacerek 15 minut. W sumie ok. półtorej godziny w jedną stronę ;) Ale nie narzekam ;)
Środa to był z kolei dzień organizacyjny. Okazało się, że synonimem studenta zagranicznego jest Chińczyk. Niby fajnie (bo mógłbym potencjalnie coś poćwiczyć), ale oni się bardzo ze sobą trzymają. Highlightem było tłumaczenie, że studentowi nie godzi się pracować jako prostytutka i co zrobić w wypadku molestowania seksualnego na uczelni. Jest to generalnie w Japonii poważny problem jak się okazuje, a na uczelni i w metrze w szczególności.
Czwartek - Japanese Placement test - wiadomo ;)
No i koniec tygodnia w końcu. Test poszedł wiadomo jak, więc zostałem przypisany do grupy początkującej razem z kimś z USA, Francji i Chin (to ostatnie akurat dziwne, zazwyczaj ci Chińczycy, którzy tu przyjeżdżają mówią już po japońsku). Mała grupa, więc mam nadzieje, że nauka pójdzie sprawnie ;) Znając już godziny zajęć z języka mogłem się zapisać na kolejne przedmioty. Wygląda na to, że będę chodził na:
- Modern Japan Through Cinema
- History of Modern Japan, From 1945 to present
- Introduction to Japanese Music 1
- Introduction to Japanese Music 2: playing Shakuhachi
- Cross-cultural Ideas, Cross-cutural activities
- Contemporary Japanese Culture
- Judo ( ;))
Całkiem sporo, w zasadzie, żeby zaliczyć semestr w Polsce wystarczyły by mi dwa przedmioty, ale te mi się podobają.
Zbliżają się święta. Mamy pewne plany jak je obchodzić. W niedziele idziemy do nepalskiej knajpy, która jest na przeciwko. Nepalczyk jest kolejnym dowodem, że imperializm kulturowy to dobra rzecz. Mówi po angielsku ;)
Na koniec kilka zdjęć kampusu. Główny budynek wygląda jak więzienie, albo dekoracja z filmów sci-fi z przełomu lat 80/90 ;)








