Oczywiście zeszło mi znacznie dłużej niż planowałem aby zrobić ten update. Ewidentnie nie nadaje się do prowadzenia bloga. No ale wyjazd dobiega już powoli końca. Na podsumowania pewnie przyjdzie jeszcze czas.
We wtorek sprytnie wyciągnięto mnie na imprezę. Generalnie moje życie studenckie nabrało zdecydowanego rozpędu ;) We wtorek było fajnie. Standardowo rzekłbym, czyli dużo piwa, sporo jedzenia i sporo sake (bardzo polubiłem swoją drogą, idealnie mi się komponuje z japońskim jedzeniem. I to zarówno na zimno jak i na ciepło).
Potem kolejne wyjście w czwartek, tym razem z profesorem szwagra i dwoma doktorami. Jeden z Wietnamu, bruki z Birmy (tak wiem, nie ma takiego kraju, no dobrze był z Myanmaru). Bardzo fajny wieczór. Chociaż panowie lekarze z Azji Południowo Wschodniej zdecydowanie nie dali sobie rady z ilością alkoholu ;)
W weekend wybraliśmy zostaliśmy zaproszenia do olbrzymiego kompleksu sportowego w okolicy Chiby. W ośrodku tym zatrzymują się zazwyczaj drużyny narodowe, między innymi USA (reprezentacja USA stacjonowała tam w trakcie olimpiady w Seulu). Generalnie wypas. Ale musiałem poświęcić trochę czasu na naukę chińskiego, więc nie bardzo to wyszło tak jak bym chciał. Zdjęcie ciekawostka: sprzęt do domowego karaoke z lat 80'tych:

Założyłem na picassie katalog gdzie będę wrzucał zdjęcia trochę innego Tokyo,
tutaj próbka:

p.s. Jutro przyjeżdżają Justyna i Mart :)