Sunday, 3 May 2009

Update - najwyższa pora

Strasznie długo mi zeszło, żeby napisać kolejny update. Po prostu z lenistwa. Nie mogłem się zupełnie zebrać do tego. Myślałem sobie za każdym razem, że przecież zajmie mi to kilka minut, więc czemu tego nie zrobię? No ale jak przychodziło co do czego to się nie mogłem zmusić.

Wygląda na to, że w końcu mi się udało przełamać. Oby następny post był szybciej niż za miesiąc. Myślę,że jest spora szansa, że będzie w następną niedziele. Wybieram się na kolejny festiwal, tym razem w ramach studiów, więc jest szansa, że wtedy napiszę.

Dochodzą mnie głosy o tym, że blog jest nieczytelny. Postaram się coś zrobić z tłem. Jeszcze nie wiem za bardzo co, ale coś wymyśle by było lepiej. Chwilowo (ten wpis) zostaje jeszcze tak jak jest.

Uczelnia. Nic ciekawego generalnie. Chodzę na te zajęcia, takie tam lanie wody. Nic konkretnego. Czasami coś ciekawego za to, więc koniec końców wychodzi to na plus. Judo i Shakuhachi to zajęcia z gatunku tych zabawnych. Chociaż Shakuhachi jest raczej frustrujące. Prowadzący jakby nie zauważa, że 3/4 klasy nie jest w stanie wydać podstawowego dźwięku a już chce byśmy grali jakąś piosenkę dla dzieci. No ale to ten sam człowiek, który nie zauważył, że mieszkańcy Hong Kongu nie do końca chcą być nazywani mieszkańcami Chin ;) (to była przekomiczna wymiana zdań ;))

Judo? Póki co uczymy się padać. Nie żartuje. Kolejne zajęcia ćwiczymy jak upaść na mate by się nie uszkodzić. Dupa mnie boli strasznie, ale oprócz tego innych obrażeń brak ;) Kolejne absurdalne zajęcia.

Zajęcia z japońskiego kina są śmieszne ;) Najfajniejszy do tej pory był film z lat 50, który w dodatku był bez angielskich napisów. Nie muszę dodawać, że nie wiele zrozumiałem z dialogów ;) Ale z całego filmu sporo. Fantastyczna scena w środku będąca żywcem wyjęta z teatru Noh. Dobre. No i oglądaliśmy azjatycki hit pt. "Love letter" (czyli po japoński "Rowe rettel" ;). Jego pokaz poprzedziła wymiana zdań między mną a kolegą z Niemiec, którzy zapytał się: "O czym będzie ten film?" Na co usłyszał ode mnie odpowiedź: "Film nazywa się Love Letter, czego się spodziewasz?".

Inne zajęcia są miłe. Nie chce mi się jakoś szczególnie rozwodzić nad nimi. Jest jedna rzecz, która mnie intryguje za to. Większość studentów tutaj to studenci filologii. No i okazuje się, że poza językiem japońskim, nie wiedzą w zasadzie nic o historii czy kulturze tego kraju. Dosyć jest to dla mnie dziwne, no ale co by nie mówić mają zdecydowaną przewagę nade mną bo mogą się swobodnie dogadać ;)

Dzisiaj byliśmy na Tsutsuji Matsuri. Lokalny festiwal w Sendagi. Całkiem sporo Japończyków się zjechało tutaj. Ogólnie było bardzo fajnie. Dużo jedzenia i trochę sake. Ale brak jakiś szczególnych przeżyć do opisywania ;) Jest galeria wrzucona na picasie, tu zamieszczę tylko kilka zdjęć







3 comments:

  1. hej Maciusiu:)
    Nareszcie jakieś wieści od Pletożki:)

    w ogóle to najbardziej mi się podoba historia rozmowy z kolegą z Niemiec:D prawie widzę Twój wzrok, kiedy mu to mówisz:D

    w ogóle to jakiś taki ugrzeczniony jesteś, czy mi się wydaje...tylko uważaj, żebyś zbyt miły nie wrócił...:]

    buziaczki:***

    ReplyDelete
  2. a i dejże linka do tego pisassy bo nie mam:)

    ReplyDelete
  3. A prosze, tu jest link: http://picasaweb.google.pl/pletnia

    Ostatnia galeria jest tutaj: http://picasaweb.google.pl/pletnia/TsutsujiMatsuri#

    ReplyDelete