Saturday, 6 June 2009

Integracja - lepiej późno niż wcale

W piątek poszedłem ze znajomymi studentami na imprezę. W zasadzie poszliśmy coś zjeść no i przy okazji coś wypić. Ponarzekaliśmy też generalnie na Japończyków i tym podobne sprawy. Wybraliśmy koreański grill z opcją tabehodai i nomihodai, co znaczy po prostu, że płaci się odpowiednią kwotę z góry i następnie przez 2 godziny (czasem krócej, czasem dłużej) je się i pije do woli. Bardzo fajne i przy polskim spuście (zarówno jeśli chodzi o jedzenie i picie - myślę o tobie Mart jeśli to czytasz ;) wychodzi to bardzo przyzwoicie finansowo. Wieczór się odrobinę przedłużył, bo zaprosili mnie do swojego akademika, a ja oczywiście nie odmówiłem. Tam dołączył do nas japoński student. Jako, że uciekł mi pociąg to wracałem pierwszym rano. Ogólnie bardzo fajny wieczór, ale muszę przyznać, że odczuwałem pewną presję. Wchodzi się do nowego środowiska i człowiek chce się zaprezentować jak najlepiej. Co między innymi oznacza nie odmawianie jak cie częstują ;) W dodatku jak się okazało, ich poprzedni kontakt z Polakami nie był szczególnie udany, więc musiałem nadrobić za rodaków ;) Jak mówiłem, było bardzo fajnie :)

Swoją drogą nie jesteśmy szczególnie dobrze postrzegani jako naród przez innych europejczyków, czy ogólnie mieszkańców Zachodu (bo Japończycy nie mają absolutnie żadnego stereotypu o Polakach, po prostu nie wiedzą absolutnie nic. Co też ma swoje plusy.) Jest jednak sporo negatywnych stereotypów funkcjonujących o Polakach, czy słusznych to nie ma żadnego znaczenia. Tak mi się nasunęło.

W zasadzie połowa wyjazdu już za mną. Uczucia mam dość mieszane. Generalnie większość rzeczy, które sobie jakoś zaplanowałem nie bardzo wyszła i to nie z mojej winy. Ale nie bardzo mogłem coś na to poradzić. Z drugiej strony jest to wszystko bardzo fajne doświadczenie i ogólnie nieźle mi się tu żyje ;) Więc koniec końców wszystko wychodzi na plus ;)

4 comments:

  1. Tabehoudai, monimhoudai daisuki~~~!!! Mielismy taką swoją ulubioną restaurację, gdzie było naprawdę niezłe jedzenie (i picie też). 2 godz. opcja kosztowała 2,800 więc całkiem nieźle. No.. poza tym, że obsługa się z miejsca załamywała na nasz widok musieli mieć niezłe straty:D:D

    Z ta presją to doskonale Cię rozumiem. Problem polega na tym, że Polaków jest wszędzie strasznie dużo. Abstrahując od stereotypów, które się juz powoli zacierają to jednak większość osób z Europy ma w którymś momencie styczność z Polakami i nie zawsze to jest pozytywne doświadczenie...:/ No mam nadzieję, że tam ostro pracujesz na nasze dobre imię;)

    Baw się dobrze~~~~

    ReplyDelete
  2. To nawet nie chodzi o stereotypy z tego co wiem, tylko o faktyczne doswiadczenie. I zeby bylo smieszcznie bylem z gosciem z Australi i z Fancji/USA (to dosyc skomplikowane;) i ich pierwsze doswiadczenie z Polakami mialo miejsce w Japonii. I bylo na tyle niekorzystne, ze woleli poczekac dluzej ze mna by mi zaproponowac wspolne wyjsce. Ale chyba nie wyszlo zle, bo w piatek i w poniedzialek mam isc z nimi znowu ;) Probuje sie wymigac z piatku mowiac szczerze ;)

    ReplyDelete
  3. hihi...no Maciuś jestem pewna, że uratujesz honor Polaków:))tylko nie zaczynaj rozmowy o Metallice, bo a nóż widelec okażą się fanami;)

    kurcze..ale skoro szykują następną imprezę, o musiałeś zrobić dobre wrażenie:))w sumie nie dziwota. Bo z tego co zauważyłam Japonia działa na Ciebie 'umilająco' i stajesz się miły...:P ;)

    a w tej knajpie to by nas chyba nie polubili jednak:D

    ReplyDelete
  4. Ha! Ja zawsze dbam o dobre imie naszego wspanialego kraju! Najczesciej z pelna powaga opowiadam o tym jak wypijamy 0.5 do sniadania, oraz o konnej komunikacji publicznej i jedzeniem martwych kotow :D

    ReplyDelete